
Był to jeden z cięższych dni pomimo krótkiego dystansu (57 km). Upał jeszcze bardziej dał nam się we znaki nie tylko z powodu i tak już palącej skóry, ale także braku drzew. Dodatkowym problemem były góry "Harz", na których teren wjechaliśmy. Ciągłe podjazdy dały nam w kość tak bardzo, że gdy zobaczyliśmy znak: "Camping" Gernrode - 6 km pod górę, dziewczyny rozpoczęły bunt. Usiadły na krawężniku i kazały dzwonić po "helikopter". Z powodu braku kontaku radiowego, Waleczni panowie wyruszyli więc po pomoc. Przygoda ta zakończyła się jednak tylko podjazdem naszym samochodem technicznym.
po podjazdach w górach Harz... Co będzie dalej? Lepiej nie myśleć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz