Dzień rozpoczął się 10. minutowym zjazdem z wyżej wymienionej góry, z prędkością dochodzącą chwilami nawet do 70 km/h. Tym razem jechaliśmy trasą R1 przez las. Kolejny raz również poznajemy niemiecką gościnność. Gdy robimy sobie postój pod bramą prywatnego domu, właściciel wychodzi i uzupełnia nam bidony zimną wodą.
Pomimo to jest to dzień kryzysu. Pojawiają się pierwsze łzy - strachu, bólu, bezradności. Pierwsze rzucenie roweru po przejechaniu 2 km pod górę w 40 st. upale. Zaskoczył nas też pewien incydent. Po półgodzinnym podjeździe prawie pod szczytem góry ujrzeliśmy... tory kolejowe. zwykła pomyłka zmusiła nas do powrotu na szlak. Po przebyciu 100 km na bazę w Goslar dotarliśmy po 23:00.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz