przede wszystkim wracamy ostatni i kładziemy się spać ostatni. Był to bardzo upalny dzień.
Czuliśmy się jak na patelni, liczniki rowerowe wariowały, kremy do opalania spływały wraz z potem. Wyglądaliśmy jak kurczaki z rożna, które piekły się tylko z jednej strony w rowerowych ubrankach i rękawiczkach. Na szczęście ukojeniem naszych trudów było zimne jezioro na kempingu w Egeln. Wieczorem świętowaliśmy 18. urodziny Asi przy sorbetowych koktajlach.
Przejechane: 70 km
1 komentarz:
super zdjecie...
Prześlij komentarz