Jedzie nam się tak dobrze po dość płaskim terenie, że choć wyjechaliśmy półtorej godziny po innych ekipach udało nam się (ku naszemu zdziwieniu!) wyprzedzić naszych współtowarzyszy. Ścigaliśmy się z kombajnem ;) i po południu opuscilismy Niemcy. Pierwszy mały cel został osiągnięty - pierwsza granica przekroczona. Holandia przywitała nas nadzwyczajnym spokojem i pięknem małych miasteczek. W Winterswijk, gdzie po pokonaniu 93 km. mieliśmy nocleg wybraliśmy się do centrum miasta, by uczcić dojazd do tego kraju pizzą i lodami. Po codziennym jedzeniu makaronu w różnych wersjach była to przyjemna odmiana.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz