poniedziałek, 30 lipca 2007
23-07-2007
Mży, mży i jeszcze raz mży .... od samego rana. Nie chce nam się wsiadać na rowery. Jesteśmy twardzi więc szybko się zbieramy z campingu i po chwili po holenderskiej ścieżce rowerowej suną opony naszych pojazdów. Na licznikach mamy już 1000 km!!! Mżawka przeradza się w rzęsisty deszcz. W tej ulewie przejeżdżamy 70 km. Przemoczeni do suchej nitki, gdy liczniki wskazują 130km. zrobione tego dnia wjeżdżamy do Utrechtu. Dzięki pomocy Holendra, który prowadzi nas przez to miasto odnajdujemy camping. Obiad jemy w męskiej łazience, jedynym miejscu gdzie nie pada. Osuszeni podczas obiadu przekonujemy się, że nasze sakwy nie są wodoszczelne. Wszystkie rzeczy mamy mokre. Lekko podłamani kładziemy sie spać wcześniej łykając aspirynę, wspominając jednocześnie spotkanego tego dnia po drodze i widocznego na zdjęciu ogromnego buchaja.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz