poniedziałek, 30 lipca 2007
27-07-2007
Zimny wietrzny poranek, pakowanie przyczepki, pożegnanie z Rzurafiami i znowu na rowery. Tym razem czekała nas Belgia. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy przekroczylismy granicę. Zorientowaliśmy się dopiero widzac inne domy, inne tabliczki ze ścieżkami rowerowymi i inne rejestracje. Długa droga wzdłuż wybrzeża nieco nas wycieńcza. Cały czas mamy pod wiatr.
Jest to jednak dzień pechowy - po upadku Karolci kilka godzin spędziliśmy pod szpitalem. Skończyło się na szczęście jedynie na kilku siniakach i zadrapaniach. Lekarz bardzo się zdziwił, że u nas w Polsce za usługi służby zdrowia się nie płaci. Podążaliśmy juz dalej bez naszej komendantki. Za to na ogromnym, wręcz kosmicznym campingu "Kompas" w Nieuwport czekał nas juz pyszny obiad w postaci skrzydełek z kurczaka i... ryżu ! (proszę nie regulować odbiorników - ryżu, nie makaronu!). Po chwili zawitał do nas też nowy samochód techniczny z Andrzejem i Moniką. Późnym wieczorem dojechała również Kasia ze Szczecina, której nieoficjalna ekipa rowerowa z wielu powodów musiała wrócić do Polski. Jednak dzielna dziewczyna piostanowiła się nie poddawać i dołączyła do nas.
Przejechane: 70km
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz