poniedziałek, 30 lipca 2007

28-07-2007


Po jednym dniu spędzonym w Belgii wyruszamy w kierunku Francji. Nie jedziemy długo. Jeszcze przed południem naszym oczom ukazuje się niebieska tabliczka z napisem "France". Jakże różne są te kraje. Wystarczy przekroczyć magiczną linię i już widać inne domy, znaki, innych ludzi. Pierwszy postój w słynnym porcie Dunkierka. Nie mamy jednak czasu by zwiedzić miasto, ponieważ do Calais chcemy dotrzeć jeszcze przed nocą. Chcąc ominąć krajową trasę skręcamy w nieznaną drogę. Po obu stronach asfaltu - zboże. Nagle... tory kolejowe - 5 metrów w prawą i lewą stronę i... koniec. Zdziwieni jedziemy dalej. Dopiero na mapie na przystanku autobusowym w nieznanej nam miejscowości udaję się nam zlokalizować miejsce naszego pobytu. Niechcący nadrobiliśmy ponad 10km.
Po drodze do Calais poznajemy oblicze Francuzów. Owszem - bardzo mili i pomocni. Szkoda tylko, że tak nie lubią angielskiego i na pytanie zadane w tym języku odpowiadają po swojemu :)
Kilka kilometrów przed Calais samochód techniczny musi zabrać Olgę. Dokuczliwe kolano nie pozwala jej dalej jechać. Za to nam do Calais udaje się dojechać na rowerach. Miasto jest piękne. Dodatkowo nasz camping leży nad samym morzem. Widać statki i latarnie - niczym na wyciągnięcie ręki.
Przejechane: 95km

Brak komentarzy: