Dzień ten przeznaczyliśmy na odnowienie sił przed Wielką Brytanią. Czekała nas tylko przeprawa Eurotunelem do Dover o 18:00. Ekipy z Włocławka i Gniezna dotarły do Anglii dzien wcześniej, zostaliśmy więc sami z Kapslem i oczywiście Andrzejem i Moniką.
Po południu zwiedziliśmy Calais, zajrzeliśmy do francuskiej pizzerii uczac jednocześnie kelnera słowa "Dziękuję" i w końcu około 16:00 wyruszylismy w kierunku Eurotunelu. Niedokładne i pogmatwane oznaczenia na trasie wprowadziły wiele zamieszania. Najpierw wyjechaliśmy niemal na autostradę, potem trafilismy na postój dla TIRów. Gdy zbliżała się godzina 17:55 nadal nie mogliśmy znaleźć miejsca, w którym czekały na nas dwa busy z przyczepami na rowery. Marcel zadzwonił do kierowcy, a ten bez mniejszego namysłu zgodził się po nas przyjechać. Ufff... Odetchnęliśmy z ulgą. mało brakowało, a zostalibyśmy we Francji.
Na kolejne stresujące sytuacje nie trzeba było czekać długo. Pociąg, który mial nas zawieźć do Dover miał opóźnienie około półtorej godziny ze względu na brak prądu. Ostatecznie o 19:30 (18:30 tamtejszego czasu) ruszylismy w 45-minutową podróż.
Na miejscu, gdy wysiedliśmy z busów ujrzeliśmy... góry. Nikt z nas si.ę tego nie spodziewał. Znowu podjazdy? Tak - już pierwsze pół godziny do noclegu dało nam popalić. Camping był na szczycie góry, pod którą musielismy wprowadzić rowery. Dodatkową trudnością był ruch lewostronny, zwłaszcza poruszanie się po rondach.
P.S.Z pamiętnika Rzurafiów:
„Dobrze jest zakończyć swoją podróż do celu, ale w końcowym rozliczeniu to właśnie podróż ma znaczenie”
Ursula Le Guin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz