środa, 18 lipca 2007

11.07.2007r.....


to był długi dzień dla wszystkich. Wyruszyliśmy z Kostrzyna około 9:00 i po przekroczeniu granicy z uśmiechami na twarzach rozpoczęliśmy pierwszy a zarazem najdłuższy dystans wyprawy. Już na początku napotkaliśmy pewne trudności: brak dokładniejszej mapy niż samochodowy atlas, silny wiatr i ruchliwe szosy. Mimo wszystko naszych dobrych humorów nie zdołał popsuć nawet ulewny deszcz, który napotkaliśmy 20 km przed centrum Berlina. Do samej stolicy Niemiec wjechaliśmy już nocą. Przemoczeni, zmarznięci, bez mapy miasta mając przed sobą jeszcze około 60 km do Poczdamu po pierwszej pękniętej dętce (Karolinie pękły 3 sztuki)około godziny 22:00 podjęliśmy decyzję o kolejnym wyzwaniu tym razem kolejowym. Musieliśmy się dowiedzieć gdzie kupić bilety na pociąg do Poczdamu. Nie udało nam się to przed odjazdem pociągu ze względu na złośliwość rzeczy martwych (automat), wsiedliśmy więc bez nich z nadzieją, że wzorem PKP zaopatrzymy się legalnie w bilety u kierownika pociągu. Jakież było nasze zdziwienie gdy okazało się, że w pociągu jest tylko motorniczy a nie ma konduktorów. Uczciwie na gapę przejechaliśmy tylko jedną stację, gdzie wysiedliśmy. Następny automat okazał się łaskawszy i ..... na miejscu noclegu byliśmy po północy. Całe szczęście, że udało nam się chociaż przez szybę pociągu obejrzeć Berlin nocą. Przejechane: 120 km. i spanko na luksusowym campingu w Poczdamie. (10 euro za noc)

P.S. Nasz samochód wsparcia, czyli RudA i RzuraF wyjechali z Jaktorowa o godz. 23:00 we wtorek 10.07.2007r. i dotarli po 24 godzinach nieustannej jazdy do Poczdamu. Przejechali troszkę więcej ;)

Brak komentarzy: