wtorek, 7 sierpnia 2007

01-08-2007

To dzień, w którym nasz cel został w pełni osiągnięty. Musieliśmy wstać wczesnie rano (jeszcze zaspaliśmy!) i pędzić na pierwszy autobus. Zdążylismy tylko ostatni raz uściskać Andrzeja i Monikę. Lekko spóźnieni wbiegliśmy (!) na teren Gilwell Park. Tam wspolnie z innymi skautami z całego świata obejrzeliśmy krótki film, w którym przywołano kolejne punkty Prawa Skautowego.
Dalsza część odnowienia Przyrzeczenia niestety nas zawiodła. Zamiast podniosłej ceremonii - minuta ciszy przeznaczona na refleksję. Następnie spotkanie z resztą Polaków. Powtórzenie znanych nam już słów:
Mam szczerą wolę
całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce,

nieść chętną pomoc bliźnim
i być posłuszną/posłusznym Prawu Harcerskiemu.




Kolejne zajęcia poczynając na torze przeszkód, a kończąc na rzeźbieniu z mydła i strzelaniu z łuku utwierdziły nas tylko w przekonaniu, jak bardzo ZHP różni się od skautingu na świecie. U nas jest więcej powagi, ceremonii, podniosłości. Tam jest głównie zabawa, starsi ludzie jakby zatrzymali się na poziomie zuchów.
Rezygnując z kolejnych zajęć, na które byliśmy nieco za starzy (z wyjątkiem Marcela :)) mogliśmy w zamian przyjrzeć się mundurom skautów nie tylko z Europy, ale także z Chin, Sri Lanki, Brazylii, USA i wielu innych krajów. W tym punkcie musimy się zgodzić - jesteśmy podobni: chusty, sprawności, naszywki, plakietki.

Po powrocie do bazy czym prędzej położyliśmy się spać. Jutro czekał nas kolejny wczesny poranek ze względu na wyjazd na Jamboree.

Brak komentarzy: